Rząd celowo nie ostrzegł przed powodzią!

Dział poświęcony polityce w naszym państwie, jak i również na świecie, ciekawe felietony, pokaźne kompendium partii politycznych z bardzo obszernymi opisami, najaktualniejsze komentarze do wydarzeń politycznych oraz najnowsze sondaże polityczne!
• Tutaj rozmawiamy o wszystkim co związane z polityką!

Rząd celowo nie ostrzegł przed powodzią!

Nowy postprzez Wojtas19 » 03 Lip 2010, 09:14

Rząd celowo nie ostrzegł przed powodzią

Z powodu planowanego debiutu PZU na giełdzie.



Kto pierwszy wiedział o powodzi?

Wyjątkowo intensywne opady deszczu, które zapoczątkowały jedną z największych powodzi w historii naszego kraju, rozpoczęły się w sobotę, 15 maja, w godzinach wieczornych. Nie był to jednak moment w którym dowiedzieliśmy się o możliwym zagrożeniu, ponieważ prognozy dużo wcześniej wskazywały na taki rozwój sytuacji, jaki mogliśmy obserwować przez ostatnie ponad 10 dni. Serwis twojapogoda.pl jako pierwsze medium w Polsce poinformował o zagrożeniu powodziowym. Pierwsza prognoza opisująca spodziewane, niebezpieczne opady, została umieszczona na łamach serwisu już w poniedziałek, 10 maja, czyli aż na 5 dni przed rozpoczęciem się kluczowych ulew. W artykule opublikowanym tego dnia o godzinie 9:07 rano, stwierdziliśmy, że:

"to będzie bardzo niespokojny i niebezpieczny tydzień. Wszystko wskazuje na to, że przyszły będzie jeszcze mniej przyjemny, ponieważ zacznie się poważnie ochładzać. W większości regionów naszego kraju temperatura może nie przekraczać w pełni dnia 10 stopni, a przy tym będzie intensywnie padać. Maj w tym roku zapisze się jako nadzwyczaj wilgotny, w niektórych regionach będzie jednym z najbardziej deszczowych i burzowych".

To była najwcześniejsza prognoza silnych opadów. Dzień później, we wtorek, 11 maja, opublikowaliśmy kolejny artykuł, w którym o wiele szczegółowej mówimy o spodziewanych w weekend ulewach:

"W weekend (15-16.05) zacznie się ochładzać i burze ustąpią, ale wcale nie oznacza to, że będzie spokojnie, gdyż na południu i wschodzie może obficie padać i to przez wiele godzin".

Następnego dnia jako pierwsi w Polsce ostrzegliśmy przed powrotem prawdziwej zimy w góry, mimo iż 2 dni wcześniej TOPR-owcy zaprzestali prognozowania zagrożenia lawinowego. W porannym artykule napisaliśmy wówczas:

"Od niedzieli (16.05) chwyci całodobowy mróz i pokrywa śniegu znów zacznie się zwiększać, chwilami gwałtownie, bo spodziewamy się prawdziwych śnieżyc".

Kluczowy okazał się jednak czwartek, 13 maja, kiedy o godzinie 15:11 na łamach serwisu zamieściliśmy artykuł jednoznacznie ostrzegający przed zbliżającym się zagrożeniem. Jako pierwsi w Polsce użyliśmy w tytule artykułu sformułowania "na południu będą ulewy, groźba powodzi". Wyjaśniliśmy w nim jak wielkie zagrożenie niesie ze sobą niż genueński i że to właśnie on był odpowiedzialny za powódź stulecia w lipcu 1997 roku. Padły też, jak się później okazało prorocze słowa:

"Opady będą miały charakter ciągły, przy niskiej temperaturze nawet zaledwie 10 stopni. W jedną dobę może spaść nawet 30-50 litrów wody na metr kwadratowy ziemi, a padać ma aż do wtorku (18.05). Przez ten czas w sumie na Śląsku, w Małopolsce i na Podkarpaciu spaść może przeważnie od 50 do 100 litrów wody na metr kwadratowy, lokalnie 150-200 litrów. To wystarczy, aby doszło do błyskawicznego wzbierania rzek i potoków oraz podtopień, zwłaszcza, że ostatnie dni na południu kraju przyniosły już sporo deszczu i gleba nie będzie w stanie pomieścić kolejnych jej ilości".

W ogólnopolskich mediach nic na ten temat jeszcze nie mówiono. Zaledwie kilka godzin po publikacji tego artykułu temat podchwycili nikt inni jak maklerzy papierów wartościowych. Na forum internetowej strony "Pulsu Biznesu" wycinek artykułu z serwisu twojapogoda.pl pojawił się w wiadomości o wejściu na giełdę, zaledwie dzień wcześniej, ubezpieczeniowego giganta PZU. Komentatorzy omawiając nasz artykuł stwierdzili: "Niedawno czytałem, że nad Polskę nadciąga niż genueński. Jeżeli to prawda, to oznacza to obfite, kilkudniowe opady deszczu na południu i powtórkę z 1997 roku. Nie chciałbym być wtedy w skórze ubezpieczyciela. Ile będą warte wtedy jego akcje? Miejmy nadzieję, że o tym niżu to tylko plotki".

Nasze prognozy plotkami się jednak nie okazały, wystarczy tylko sprawdzić kurs akcji PZU, aby stało się jasne, że spadał on od czasu publikacji naszego artykułu. Podczas, gdy nasi czytelnicy zaczęli się przygotowywać na ulewy i możliwą powódź, władze czekały na opinię Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW), jednak doczekać się nie mogły. Pierwsze ostrzeżenie wydane zostało dopiero w piątek, 14 maja, w południe. Jednak dopiero ostrzeżenie z soboty, 15 maja, czyli w dniu, kiedy rozpoczęły się ulewy, zabrzmiało groźnie. Słowa, które użyte zostały w ostrzeżeniu IMGW nie okazały się jednak aż tak dosadnie, aby poruszyć władze do działania, dlatego media zarzucają im opieszałość aż do poniedziałku.

15 maja, w sobotę, o godzinie 22:49 jako pierwsi w Polsce, przewidując dalszy rozwój wypadków, rozpoczęliśmy relację na żywo z sytuacji powodziowej w Polsce, która nieustannie prowadzona jest do tej chwili, czyli już od 11 dni.

16 maja, w niedzielę, czyli 3 dni po tym jak na łamach serwisu użyliśmy stwierdzenia "groźba powodzi", Rządowe Centrum Bezpieczeństwa podało informację: "sytuacja hydrologiczna w kraju jest stabilna. W tym momencie nie występuje zagrożenie powodziowe". Podała ją Małgorzata Woźniak z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Swoje słowa z pewnością oparła na wypowiedzi Marianny Sasim, głównego hydrologa Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW), która podczas konferencji prasowej powiedziała Informacyjnej Agencji Radiowej, że:

"Rzeki wezbrały, szczególnie w rejonach górskich i podgórskich, ale o "wielkiej wodzie" nie ma mowy, gdyż pojemność retencyjna rzek doprowadzi jedynie do lokalnych podtopień".

Jeśli więc hydrolodzy z państwowej instytucji nie przewidywali powodzi na taką skalę, to nie można się dziwić władzom i zwykłym ludziom, że nie zaczęli w porę działać.

Serwis twojapogoda.pl powstał w 2002 roku i jego głównym założeniem od początku istnienia było ostrzeganie przed gwałtownymi i niebezpiecznymi zjawiskami pogodowymi. Uważamy, że po wydaniu ostrzeżenia przed możliwością powodzi, jako pierwsi w Polsce, swój cel zrealizowaliśmy i nadal będziemy go z dumą realizować dla dobra społeczeństwa, które rzetelnej informacji nie może uzyskać z wydawałoby się zaufanych źródeł.

twojapogoda.pl

śledzę ten portal codziennie i wiem że mają rację :angry:

------


Dla przypomnienia:

Sytuacja na czeskich i słowackich rzekach

(16.05/21:51) - Sytuacja u naszych sąsiadów jest trudna, ale nie dramatyczna. Do tej pory najmocniej i najdłużej padało na Słowacji. Około 50 litrów deszczu na metr kwadratowy ziemi spadło tam w ciągu ostatniej doby przy granicy z woj. małopolskim oraz w południowej, południowo-wschodniej i południowo-zachodniej części kraju. Najwyższy stopień zagrożenia powodziowego ogłoszono w 11 regionach kraju, w tym przy granicy z Polską w regionach Liptova i Orawa. W 6 regionach obowiązuje średni stopień zagrożenia powodziowego, a w jednym, obejmującym Bratysławę, nie ma stanu zagrożenia. W środkowej, północnej i wschodniej części Słowacji obowiązuje średni stopień zagrożenia opadami deszczu i porywistym wiatrem. Do jutrzejszego poranka spaść może tam od 30 do 70 litrów wody na metr kwadratowy ziemi, a wiatr osiągać od 80 km/h na nizinach i wyżynach do 130 km/h na obszarach górskich. W Czechach dotąd najmocniej padało tylko na wschodzie kraju, gdzie suma opadów sięga 50 litrów, zaś za ostatnie 6 godzin około 25 litrów. Najwięcej deszczu spadło nieznacznie na południe i wschód od koryta Odry. W części źródłowej rzeki opady za ostatnie 6 godzin nie są duże i wynoszą 5-10 litrów na metr kwadratowy ziemi. W całych wschodnich Czechach do odwołania obowiązuje najwyższy stopień zagrożenia opadami deszczu i podtopieniami. W pasie środkowym kraju ogłoszono średni stopień zagrożenia, zaś na zachodzie nie wydano żadnych ostrzeżeń. Stan alarmowy przekroczony jest o 15 centymetrów na rzece Lubina (dorzecze Odry) w Pietwałdzie, natomiast stan ostrzegawczy na Odrze w Boguminie w kraju morawsko-śląskim. Sytuacja jest więc trudna, ale opanowana. Pogorszenie nastąpi w nocy i jutro rano, kiedy w dorzeczu Odry spodziewane są najbardziej intensywne opady deszczu. Do wtorku (18.05) na źródłowe tereny Odry w Czechach i jej górny bieg w województwie śląskim i opolskim spadnie kolejne 70 litrów wody na metr kwadratowy ziemi. Oznacza to pogłębiające się obszarowo podtopienia. www.twojapogoda.pl

Hydrolodzy stracili radar meteo na Śląsku
(15.05/21:34) - Na południu Polski mamy najwyższy stopień zagrożenia powodziowego, tymczasem hydrolodzy nie mogą korzystać z jednego z kluczowych radarów meteorologicznych. Na południu kraju w skład systemu wczesnego ostrzegania wchodzą cztery radary, znajdujące się w Rzeszowie w woj. podkarpackim, we wsi Brzuchania w woj. małopolskim, na wzgórzu Ramża w woj. śląskim i na wzgórzu Pastewnik w woj. dolnośląskim. 22 kwietnia w godzinach przedpołudniowych awarii uległ radar na wzgórzu Ramża, który jest jednym z najstarszych polskich radarów, pracujących od 1996 roku. Na skutek tego meteorolodzy stracili szczegółowe dane na temat sumy, intensywności i lokalizacji opadów deszczu w promieniu 100-200 kilometrów od czaszy radaru. Obszar, który przestał być monitorowany przez radar na Ramży, został przejęty przez najbliższe radary na Dolnym Śląsku i w Małopolsce. Jednak ich odległość od woj. śląskiego jest na tyle duża, że dane zbierane przez nie z tego obszaru są niedokładne i mogą się okazywać mylące. To bardzo duża strata dla hydrologów, ponieważ zbieranie danych będzie bardzo utrudnione. Pomocą mogą służyć radary ze wschodnich Czech oraz Słowacji, które częściowo obejmują rejon woj. śląskiego i opolskiego. Jednak wiarygodność danych nigdy nie będzie tak duża, jak tych pochodzących z Ramży. Ratunkiem mógłby się okazać radar na Górze Św. Anny w woj. opolskim, ale ten powstanie najwcześniej w 2012 roku. Radar wysyła fale radiowe, które poprzez odbijanie i rozpraszanie się o obiekty informują jak daleko są dane zjawiska atmosferyczne i jaka jest ich struktura. W Polsce mamy osiem radarów, najwięcej na południu kraju. Każdy z nich to koszt rzędu 10 milionów złotych. Radary są bardzo czułym i kosztownym urządzeniem, dlatego jeśli dojdzie do ich awarii, to naprawa często trwa całymi miesiącami. Nie mogło być gorszego czasu na zepsucie się tego niezwykle cennego urządzenia, jak teraz podczas zagrożenia powodziowego. www.twojapogoda.pl



Kilka miesięcy temu premier podjął decyzje o odwołaniu kierującego Centrum Przemysława Gułę, dobrego fachowca, którego jednak wadą było to, że nie był ściśle związany z Platformą Obywatelską i powołał kogoś, kto miał rekomendację „swoich”. Na znak protestu z RCB odeszło dziesięciu urzędników i tajemnicą poliszynela jest, że od tamtej pory centrum nie odzyskało poprzedniej formy. O zagrożeniu powodzią miało wiedzieć już w sobotę, ale rządowy zespół kryzysowy zebrał się dopiero w środę, gdy południe Polski było już pod wodą.

Awatar użytkownika
Wojtas19
Nowicjusz
Nowicjusz
 
Posty: 8
Z nami od: 30 Maj 2010, 13:51


  dodajdo    Dodaj do MySpace

Powróć do Polityka

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość